INFORMACJE

Rynek Lotniczy

Linie Lotnicze

Porty Lotnicze

Samoloty

Drony

Dostawcy Usług

Prawo

Turystyka

BRANŻA

Nawigacja powietrzna

Innowacje & Technologie

Personalne

Rozmowy PRTL.pl

Komentarz tygodnia

Aviation Breakfast

Polski Klub Lotniczy

Przegląd prasy

INNE

Księgarnia

Szkolenia i konferencje

Studenckie koła i org. lotnicze

Znajdź pracę

Katalog firm

Przydatne linki

REKLAMA





Partnerzy portalu



Language selection


English Deutsch French Russian

Publikacje


Prezes Mikosz odchodzi

Marek Serafin, 2015-09-01
     

Na posiedzeniu w dniu 31.08.2015 Rada Nadzorcza LOT-u odwołała z funkcji prezesa spółki Sebastiana Mikosza. Do czasu rozstrzygnięcia konkursu obowiązki prezesa będzie pełnił V-ce Prezes ds. Handlowych - Marcin Celejewski.

 

Nie zdecydowano się kontynuować eksperymentu pod tytułem „prezes odchodzi, ale rządzi - do 17 września”. Być może jakąś rolę odegrało tu sławne już stwierdzenie z jego listu rezygnacyjnego do Rady Nadzorczej, że firma, którą zarządzał przez ponad cztery lata i która otrzymała ze środków publicznych ponad 0,5 mld PLN, tak naprawdę nie ma żadnej wartości.  

 

W tej sytuacji nie ma już sensu polemika z „odlotowymi” planami strategicznymi byłego prezesa.

 

Natomiast, naszym zdaniem, bardzo pilne i bardzo ważne jest rzetelne ustalenie obecnej kondycji finansowej LOT-u.

 

Od bardzo wielu miesięcy trwała propaganda sukcesów LOT-u i prezesa Mikosza. W tym roku bazowała ona, tak naprawdę, na jednym parametrze finansowym: zysku w kwocie ponad 90 mln PLN na działalności podstawowej w roku 2014. Wynik netto to strata przekraczająca 260 mln. Po usunięciu czynników nadzwyczajnych i jednorazowych strata netto spadała do kwoty nieco ponad 60 mln PLN, ale nadal nie dysponujemy pełnymi danymi, aby sensownie porównać wyniki, zarówno na działalności podstawowej jak i netto, w roku 2014 i 2013, gdyż nie znamy, między innymi, efektów refinansowania samolotów B787.

 

Warto też przypomnieć, że gdy prezes Mikosz po raz pierwszy odchodził z LOT-u, pod koniec roku 2010, sytuacja spółki była fatalna. W pierwszym roku jego kierowania spółką - 2009, strata na działalności podstawowej wyniosła aż 220 mln PLN, mimo, iż analiza wyników kwartalnych pokazuje, że w pierwszym kwartale 2009, bez prezesa Mikosza, LOT poprawił swoje wyniki finansowe, w porównaniu z pierwszym kwartałem 2008. A był to szczytowy okres kryzysu finansowego. Potem zaczął się zjazd w dół. Można by zażartować, że był to rok przysposabiania się prezesa do pełnienia tej funkcji. Wcześniej nie miał w ogóle do czynienia z biznesem lotniczym.

 

Rok 2010 był już prawdziwym sprawdzianem dla prezesa Mikosza. Wynik okazał się minimalnie lepszy - strata na działalności podstawowej 160 mln PLN, ale należy uwzględnić, że był to rok zdecydowanego odbicia na rynku lotniczym, zarówno świecie jak i w Europie. Inni przewoźnicy europejscy odnotowywali w tym samym czasie zyski, niektórzy dość znaczne, lub w ogromnym stopniu redukowali straty.

 

Prezes Mikosz twierdził, że powodem jego odejścia był brak możliwości porozumienia się ze związkami zawodowymi i nienajlepsza współpraca z MSP, ale po obecnej rezygnacji, co najmniej równie prawdopodobne wyjaśnienie to niechęć do „firmowania” kolejnego roku ogromnych strat spółki.

 

Jak widać MSP miało wtedy bardzo krótka pamięć, bo po dwóch latach Sebastian Mikosz został ponownie powołany na stanowisko prezesa.

 

Obecnie podawanym przez byłego prezesa powodem odejścia jest blokowanie przez MSP procesu prywatyzacyjnego i odmowa podpisania listu intencyjnego z funduszem inwestycyjnym Indigo Partners. Pisaliśmy o tej sprawie już wcześniej. Możemy tylko przypomnieć, że ze szczątkowych informacji, które w formie przecieków przedostały się do opinii publicznej wynika naszym zdaniem, że w procesie prywatyzacyjnym, którym kierował sam sprzedawany podmiot, nie były dochowywane właściwe procedury. Również od strony merytorycznej wybór Indigo Partners mógłby budzić ogromne wątpliwości.

 

Więc może nie chodzi wcale o tę kwestię?

LOT w ogóle nie informował o swoich wynikach finansowych w roku bieżącym. Powtarzał tylko, a za nim większość mediów, jakie osiągnięcia odnotował w roku 2014. Gdyby miał powody do satysfakcji z bieżących wyników, to maszyna PR LOT-u obrabiałaby je pełną parą.

 

Od dawna zwracaliśmy uwagę, że dla spółki, która zbyła prawie wszystkie swoje aktywa i ma bardzo ograniczoną zdolność kredytową, ogromne, może nawet decydujące znaczenie ma płynność finansowa. Podkreślaliśmy, że na koniec roku 2014, pomimo znacznych jednorazowych przychodów, nadwyżka krótkoterminowych zobowiązań nad płynnymi aktywami była większa niż na koniec roku 2013 (w warunkach porównywalnych).

 

I tu przechodzimy do drugiej kwestii, która wymaganaszym zdaniem pilnego wyjaśnienia i która wskazuje naszym zdaniem, że sytuacja finansowa LOT-u może być obecnie bardzo trudna.

 

Od kilku dni trwa gigantyczna wyprzedaż biletów LOT-u. Trwać będzie aż do 13 września i objętych jest nią, jak informuje przewoźnik 500 000 biletów. Ponieważ zdecydowana większość biletów dotyczy podróży w dwie strony to mamy do czynienia z wyprzedażą prawie miliona odcinków. Według naszej najlepszej wiedzy, historia biznesu lotniczego takiej wyprzedaży nie notowała, oczywiście, jeżeli porównamy liczbę wyprzedawanych biletów z ogólna wielkością przewozów. To ponad 20% rocznych przewozów linii. Nawet, jeżeli informacja LOT-u jest nieprecyzyjna i chodzi o 0,5 mln odcinków, to i tak mamy do czynienia z akcją bezprecedensową. Aby sprzedać tak ogromną liczbę biletów, i to w większości z bardzo dużym wyprzedzeniem czasowym, konieczne są ogromne, kilkudziesięcioprocentowe zniżki.

 

Potrafimy znaleźć tylko dwa wytłumaczenia tej akcji. Albo bardzo, bardzo poważne problemy z płynnością finansową, albo gigantyczny błąd ludzki.

 

W przypadku LOT-u ewentualne problemy gotówkowe właśnie w okresie jesiennym nie są zaskakujące. Obecnie spółka otrzymuje faktury związane z rejsami wykonywanymi w szczycie przewozowym, natomiast sprzedaże są coraz mniejsze, bo dotyczą okresu jesiennego, a niedługo i zimowego.

 

Niektórzy z naszych czytelników mogą pamiętać jeszcze wyjaśnienia ministra Baniaka dotyczące zapaści finansowej LOT-u pod koniec roku 2012. Stwierdził, że problemy rozpoczęły się pod koniec lata, gdyż sprzedaże gwałtownie spadły. Tłumaczenie nie było przekonujące, bo dramat narastał latami, ale potwierdzało, że jednym z najtrudniejszych, z punktu widzenia płynności, okresów roku, jest przełom sezonu letniego i zimowego.

 

Jeżeli ta szokująca dla specjalistów akcja nie jest motywowana problemami z regulowaniem bieżących zobowiązań, to mamy do czynienia z poważnym błędem w zarządzaniu przychodami. Każdy, nawet zupełnie początkujący specjalista, potwierdzi, że tak ogromna wyprzedaż biletów po mocno obniżonych cenach, musi negatywnie odbić się na wynikach finansowych linii lotniczej w okresie, kiedy bilety będą realizowane, czyli pod koniec roku bieżącego i w roku 2016.

 

Reasumując, jedynym sposobem określenia, w jakiej kondycji finansowej prezes Mikosz porozstawia LOT jest rzetelne jej opisanie, według dobrze znanych standardów. Bez tego, za kilka miesięcy okaże się, że wszystko było wspaniale, dopóki LOT-em zarządzał były już prezes firmy. A wszystko, co złe wydarzyło się potem. Powtórzmy, wyprzedaż biletów odbywa się teraz, a pogorszenie wyników finansowych nastąpi za kilka miesięcy.

 

Precedens już mamy. Czy pamiętacie, kto jest prawdziwym autorem eksperymentu rynkowego, a tak naprawdę dramatu pod tytułem „niezależny Eurolot”?    

 

 

Marek Serafin    

PRTL.pl

 

 

 

 

Tagi:

Bilety | Finanse | LOT | Oferowanie | Opłaty | Praca | Promocja | Przychody | Zysk operacyjny


powrót


Aby otrzymać dostęp do komentowania artykułów musisz się zalogować.

LOGIN

HASŁO




Jeżeli nie masz jeszcze konta, załóż je teraz

Rejestracja


Komentarze do tego artykułu:

REKLAMA


REKLAMA



Informacje EKES



REKLAMA


Giełda transportowa
Clicktrans.pl







Home | O nas | Polityka prywatności | Korzystanie z serwisu | Reklama w portalu | Kontakt | Mapa strony